piątek, 28 stycznia 2011

Wampirzy photoshopin'

Dotychczas ilość użytego Photoshopa, czy też raczej Camery Raw, nie była imponująca (i chyba dobrze choćby w przypadku reportażu - pamiętając, że za manipulacje w tej dziedzinie można stracić nie tylko nagrodę Word Press Photo, ale także dobre imię, co nie, Panie Stepan Rudik?).
Tym razem jednak pokażę dużo Photoshopa na zdjęciach, ale ponieważ to sesja stylizowana, więc wszystkie chwyty dozwolone :) Sesję zorganizowałam na zamku w Mosznej, stroje wypożyczyłam, peruki kupiłam, nawet specjalne kły nabyłam (ale te akurat okazały się bublem, który nie klei się do zębów pomimo, że były reklamowane jako profesjonalna charakteryzacja...). Sesja nie miała opowiadać historii, choć cienie takowej dostrzegłam w trakcie wyboru setu. Dopuszczam różne interpretacje, tylko błagam bez konotacji z ekranizacją typu "Zmierzch", czerpałam z innych inspiracji :)

Chore dynie

Niestety znów robią mi się zaległości, choć mam aż dwie wymówki na swoje usprawiedliwienie - byłam na wyjazdowym offline plus jestem całkiem chora... Mam taką sesję katalogowo-reklamową, która - pomimo tego, że dotyczy czystości twarzy - przez użyte tam artefakty kojarzy mi się niejako z moją sytuacją zdrowotną (oczywiście jestem tymi dyniami przed użyciem cudotwórczych specyfików :P).

środa, 12 stycznia 2011

Skansen 2010

Reminiscencji ciąg dalszy. Było trochę z listopada, było z grudnia, tym razem październik. Uczestniczyłam w jednodniowych warsztatach plenerowych zorganizowanych na terenie Skansenu w Chorzowskim Parku Kultury i Rozrywki. W zasadzie byłam rozczarowana, bo poprzedniego dnia fotografowałam ślub do późnych godzin nocnych, więc po pierwsze byłam niewyspana, po drugie był to jeden z tych mroźniejszych dni października, a ponieważ ja tego nie lubię, to nie tryskałam humorem i po trzecie modelka, która przypadła mojej grupie - niestety nie przypadła mi do gustu. Nie w tej stylizacji, nie w takim otoczeniu. Nie wiem. Zamieszczam kilka klatek, które dla niej wybrałam - moją ulubioną jest ostatnia, zielona, kiedy modelka leży na trawie. Niestety był to już koniec sesji, a może coś by się z tego urodziło ciekawszego. Ogólnie domki z drewna mało mnie ekscytują, pewnie stąd cały mój sceptycyzm.

Ale dzięki temu skupiłam się na kulisach warsztatów fotografując fotografów :) Ten set lubię o wiele bardziej :)  
ps. jestem gadułą, tak wiem. Do rzeczy:



poniedziałek, 10 stycznia 2011

The Lady in red

O ile fotografia reportażowa, o której pisałam we wcześniejszym poście, jest dla mnie wyzwaniem niosącym napięcie (elektryzujące bądź, co bądź ;)), o tyle fotografia studyjna smakuje mi jak mleko z miodem. Jest tu miejsce na kreatywność, jest wolność i swoboda kadrowania, nieograniczone możliwości modelowania światłem - wszystko czego mi brakuje w trakcie reportażu - bo tam nie można mieć właściwie żadnej kontroli nad zdarzeniami, a i słońcu ciężko wytłumaczyć, żeby jeszcze nie zachodziło za horyzont ;]

Na bannerze jest moja ulubiona "futrzasta" sesja, do której jeszcze wrócę i pokażę kilka innych zdjęć z tamtej stylizacji. Dzisiaj jednak umieszczam pierwszą odsłonę grudniowej sesji z modelką Olą w mojej interpretacji "The Lady in red" :)

środa, 5 stycznia 2011

5x5

W listopadzie dzień przed tym, jak spadł śnieg i zasypał wszystko, udało mi się złapać ostatnie promienie słońca. Złapałam także po pięć osób w jednym kadrze, ćwicząc fotografię streetową. Swoją drogą reportaż to dla mnie ciągle największe wyzwanie, nie tylko przez ulotność zdarzeń, ale konieczność przełamania pewnej bariery w sobie. Ludzie na ulicy różnie reagują na aparat. Jeśli to nie jest związane z żadną akcją w mieście, prezydent nie wygłasza przemówienia, a feministki nie strajkują, to jest jeszcze trudniej, bo ludzie nie rozumieją, czemu im robię zdjęcia. Najśmieszniej jest chyba wtedy, gdy myślą, że zasłaniają mi widok, że właśnie weszli mi w kadr i próbują czym prędzej uciekać tak zabawnie przykucając. Najgroźniej, kiedy próbują... przytulać się do mnie ;]

Poniżej pięć fotografii streetowych - teren: Chorzów, okolice ul. Wolności. Może ktoś się dostrzeże? ;) Pierwsze i ostatnie to moje ulubione - za światło i za dowcip przystankowy.

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Początek roku - początkiem blogu ;)

Nie wiem, czy to dobrze zaczynać rok z błędem w tytule, ale z pewnością nowy rok z nowym blogiem musi przynieść jakieś korzyści. Liczę na niego, że pomoże mi trochę odgrzebać się z ton mojej fotografii, uporządkować ją i odpowiednio zarchiwizować :) Poza tym mam nadzieję, że nie popadnę w uzależnienie, lecz także nie zaniedbam tego miejsca.

Z Nowym Rokiem nowe życzenia - w tym więcej autorskich projektów fotograficznych, jeszcze więcej natchnienia, nowego tabletu i wielu ciekawych twarzy. I żebym wreszcie wzięła się za własną grafikę, bo szewc bez butów chodzi - i zapamiętać, że szablony nie są najlepsze, choć łatwe w użyciu i dobre dla leniuchów :p

Póki, co wysiliłam się i zrobiłam baner - nie ma tekstu, ponieważ jakikolwiek tekst na zdjęciu powinien mieć solidne wytłumaczenie i być dobrze wkomponowany - w innym przypadku uważam, że jest zbędny.Śmiem twierdzić, że nie ma sensu podpisywać baneru adresem bloga, na którym się przecież znajduje. A przed kradzieżą, zdjęcie ustrzegłby chyba tylko wielki napis przez środek twarzy w dobie masowo wykorzystywanego stempelka... Zresztą są inne sposoby na zabezpieczenie zdjęcia. Napiszę o tym kiedyś, obiecuję ;)