środa, 5 stycznia 2011

5x5

W listopadzie dzień przed tym, jak spadł śnieg i zasypał wszystko, udało mi się złapać ostatnie promienie słońca. Złapałam także po pięć osób w jednym kadrze, ćwicząc fotografię streetową. Swoją drogą reportaż to dla mnie ciągle największe wyzwanie, nie tylko przez ulotność zdarzeń, ale konieczność przełamania pewnej bariery w sobie. Ludzie na ulicy różnie reagują na aparat. Jeśli to nie jest związane z żadną akcją w mieście, prezydent nie wygłasza przemówienia, a feministki nie strajkują, to jest jeszcze trudniej, bo ludzie nie rozumieją, czemu im robię zdjęcia. Najśmieszniej jest chyba wtedy, gdy myślą, że zasłaniają mi widok, że właśnie weszli mi w kadr i próbują czym prędzej uciekać tak zabawnie przykucając. Najgroźniej, kiedy próbują... przytulać się do mnie ;]

Poniżej pięć fotografii streetowych - teren: Chorzów, okolice ul. Wolności. Może ktoś się dostrzeże? ;) Pierwsze i ostatnie to moje ulubione - za światło i za dowcip przystankowy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz