O ile fotografia reportażowa, o której pisałam we wcześniejszym poście, jest dla mnie wyzwaniem niosącym napięcie (elektryzujące bądź, co bądź ;)), o tyle fotografia studyjna smakuje mi jak mleko z miodem. Jest tu miejsce na kreatywność, jest wolność i swoboda kadrowania, nieograniczone możliwości modelowania światłem - wszystko czego mi brakuje w trakcie reportażu - bo tam nie można mieć właściwie żadnej kontroli nad zdarzeniami, a i słońcu ciężko wytłumaczyć, żeby jeszcze nie zachodziło za horyzont ;]
Na bannerze jest moja ulubiona "futrzasta" sesja, do której jeszcze wrócę i pokażę kilka innych zdjęć z tamtej stylizacji. Dzisiaj jednak umieszczam pierwszą odsłonę grudniowej sesji z modelką Olą w mojej interpretacji "The Lady in red" :)
fajny kontrast między kolorem tkaniny a kolorem paznokci i makijażu :) Chociaż ja lubie zdjęcia, gdzie jest duzy kontrast w oświetleniu :P
OdpowiedzUsuńCiekawam tej futrzanej sesji :)